Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarne podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarne podróże. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 listopada 2012

Na (włoskim) straganie, w dzień targowy....

Kolejna piękna podróż do Piemontu za mną, a wraz z nią wspomnienie smaków, zapachów, kształtów i kolorów. Miejsce jak co rok, niby to samo - ale doznania, szczególnie te kulinarne ciągle nowe i zaskakujące. Przede mną całe mnóstwo przepisów do wypróbowania - przepisów tradycyjnych, piemonckich, czasami zupełnie zaskakujących swoją prostotą i smakiem.
Na początek jednak fotograficzne wspomnienie z turyńskiego targu, który kipi kolorami, zapachami mandarynek - bo teraz jest właśnie na nie sezon, nawoływaniem sprzedawców i możliwością wypróbowania kupowanych warzyw, wędlin, serów, miodów.... i te pe.... i te de....


Melograno, czyli słodkie granaty. Piękne, w twardych mundurkach, aż człowieka świerzbi, żeby dobrać się do ich słodziutkiego wnętrza!



Castagne - kasztany, tutaj w wersji "surowej". Można je uprażyć i wykorzystywać w dowolnej formie. Zajadać jako przekąskę, zmiksować i zrobić z nich słodkie masło (coś w typie nutelli), lub dodać do ciasta.


Karczochy - właśnie w północnych Włoszech jest na nie sezon. Można kupić je na każdym straganie. Są piękne i smaczne!



Te piękne piłki po środku to bakłażany - a raczej ich nieznana w Polsce odmiana. Są niezwykle delikatne w o wiele słodsze niż tradycyjne warzywo.



Przy stoiskach z owocami roznosi się niezwykły aromat egzotyki. Oprócz tych okazów, które możemy dostać w Polsce, znajdziemy tu również - kaki i gigantyczne granaty. Dodajmy do tego kumkwaty i pitaje, a choć na chwilę przeniesiemy się w odległe kraje, pachnące słońcem i słodyczą.


Te zielone piękności, podobne do rukoli to odmiana sałaty, ale co ciekawe przyrządza się ją najczęściej na ciepło, jako warzywny dodatek do mięs. Piemontczycy nazywają to warzywo Catalogna.


Cudowne włoskie pieczywo: chleby, bułki, bułeczki, paszteciki, rogaliki, babeczki i wszechobecne grissini - pospolite, z makiem, z sezamem,  z oliwą, z czosnkiem. Wszystkie wabią swoim zapachem do licznych na targu stoisk. Wiele z gatunków pieczywa sprzedawanych na targu, który odwiedziłam, pieczone jest na miejscu!


Taaaak.... przetwory tradycyjne. Tyle różnorodności! Tutaj znajdziemy i paprykę i oliwki, trochę pieczarek, baby karczochy :), a nawet różyczki kalafiora. Wszystko w dobrej jakości oliwie z oliwek z odrobiną aceto di mele, czyli octu jabłkowego.


Za owocami morza nie przepadam, ale na tym straganie znaleźliśmy właściwe wszystko, nie wyłączając tych gatunków, które ciężko było nam zidentyfikować. Niektóre z nich, jak maleńkie kraby, ciągle przebierały szczypcami. Nie znaleźliśmy jedynie homarów...




Miele, czyli miód. Na piemonckich targach znajdziemy ich nieskończony wybór. Możemy kupić miody tradycyjne, ale zdecydowanie smakowały mi te niespotykane w Polsce: miód z moreli, miód borówkowy, czy miód na bazie aceto balsamico. Na spróbowanie dla rodzinki przywiozłam miód z koniczyny :)

Właściwie dopiero zdążyłam się rozpakować, ogarnąć mieszkanie z nieobecności, rozłożyć dobre wino na półeczki i zjeść kruchą bułkę z oliwą i balsamico, a już tęskno mi do tamtych smaków.
Do pysznych obiadów i kolacji, które się celebruje, którymi można cieszyć się godzinę lub więcej, którymi zawsze delektować się można w obecności dobrego wina, np. grignolino lub dolcetty. Tęskno mi do świeżych serów: gran padana, fontina valdostana czy przerośniętej pięknym błękitem gorgonzoli. Tęskno mi do Piemontu... i tyle :)

SMACZNYCH PODRÓŻY! :)

piątek, 13 lipca 2012

Pyszna kawa w Gdańsku na Długiej :)

Porzuciłam domostwo! Wywiozłam "sierściucha" do Mamy, "męża" do teściowej, a sama... nad morze :) Z Sylwią i dwudziestką nieokiełznanych młodych dusz. Senne nadmorskie miasteczko, których coraz mniej powitało nad piękną pogodą, a że oficjalnie funkcjonujemy tutaj jako Teatr Beznazwy - na wieść, że w pobliskim Gdańsku zagościła FETA, pofrunęliśmy tam jak na skrzydłach... I co?
I nic!! Pogoda trafiła się nam tak fatalna, że odwołane spektakle uliczne, zmusiły nas do powrotu do "domu". Po drodze jednak przysiadłyśmy z Sylwią w kawiarence na Długi Targu. Zwabił nas tam mocny aromat kawy i piękne słodkości w chłodnych gablotach...



A zatem... pozdrawiamy w przemoczonych butach z zalanego deszczem Gdańska!



SMACZNEGO!! Gdziekolwiek odpoczywacie :)

czwartek, 10 maja 2012

Zdecydowanie polecamy w Zakopanem - BACOWSKIE JADŁO

W końcu wyrwaliśmy się w Tatry... W końcu mogłam pokazać Tomkowi MOJE góry, które zawłaszczyłam sobie już w drugim roku życia i choć nie miałam czasu pojechać tam przez kilka ostatnich lat, okazało się, że nawet zapachy pozostały tymi z dzieciństwa, a sztuka puszczania kaczek na Dunajcu nie poszła w zapomnienie.
Przewędrowaliśmy kilka pięknych szlaków, które nie ukrywam wykończyły nas fizycznie, dając jednocześnie ogromną satysfakcję psychiczną. Daliśmy radę... i tyle! :)
A że wysiłek fizyczny napawał nas olbrzymim głodem, po każdej wędrówce lądowaliśmy w Zakopcu, by zjeść "małe co nie co". Już pierwszego dnia - trochę przypadkowo, a trochę z przekory omijając zatłoczone Krupówki, trafiliśmy do nowej knajpy Bacowskie Jadło. Restauracja znajduje się na ulicy Nowotarskiej (to w prawo z Krupówek, tuż przed Gubałówką). Lokal utrzymany jest w klimacie prostej, góralskiej chaty z drewnianą podłogą i ścianami, oraz pięknymi drzewnymi ławami i stołami.

Upolowaliśmy jedyne wolne miejsce i niemalże natychmiast pojawiła się kelnerka. I tu od razu zaznaczam, że obsługa lokalu jest bezbłędna! Młodzi, uśmiechnięci i uprzejmi ludzie. Zażartują, pogadają i jeszcze podpowiedzą co warto i co może smakować.

Pierwszego dnia zafundowałam sobie placek zbójnicki - zamiast tego otrzymałam 5 (!) placków, świeżo smażonych i chrupiących, polanych pysznym, świetnie doprawionym gulaszem z odrobiną kwaśnego jogurtu... i te surówki... Wielkość dania mnie powaliła, nie zmęczyłam go do końca, podobnie, jak kolejnych w dniach następnych - ale jakość pierwszorzędna! Smakowicie, domowo i świeżo!

A co najważniejsze - TANIO! Jak na realia górskiego kurortu,w Bacowskim Jadle można się najeść "po kurek" za niewielkie pieniądze - można także, z powodzeniem podzielić jedno danie na dwie osoby i każda z nich naje się do syta - to kolejna oszczędność! :)

Korzystając z okazji zajadałam się tylko miejscowymi specjałami - i choć na kwaśnicę było zdecydowanie za gorąco - podpatrzyłam kilka dań, które mam zamiar przetestować we własnej kuchni! :)

A teraz kilka faktów:

MIEJSCE: BACOWSKIE JADŁO
GDZIE: ul. Nowotarska 10, ZAKOPANE
TYP KUCHNI: głównie regionalna
OBSŁUGA: miła, grzeczna, uśmiechnięta i pomocna
CENY: zdecydowanie przystępne, jak na Zakopane (wielkie półmiski, to koszt około 25 złotych)
WNĘTRZE: klimatyczne, chroniące przed skwarem i zgiełkiem ulicy
STRONA WWW: http://bacowskiejadlo.eu/
CZY WRÓCIMY? ZDECYDOWANIE TAK :)))))))))

A na dokładkę kilka fotograficznych wspomnień z naszej majówki :)




I pozostaje tylko mieć nadzieję, że jakość restauracji BACOWSKIE JADŁO nie zmieni się do naszej następnej wizyty w Zakopanem. :)